pawlik prowadzi tutaj blog rowerowy

Miłakówka

  • DST 129.00km
  • Czas 06:59
  • VAVG 18.47km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 15 marca 2015 | dodano: 18.03.2015

Trasa: Elblag-Pasłęk-Surowe-Warkały-Głodówka-Podągi-Dobry-Młynary-Elbląg

Wyjazd na dawną linię kolejową Morąg-Orneta i rzekę Miłakówkę.

Asfaltem do Pasłęka, potem wzdłuż trasy MTB do Gołąbków i Surowe, Grądki.
Dalej przejazd szlakami Kanału Elbląskiego do Markowa. Ze Strużyny kierunek na Warkały i po pierwszym przejeździe przez Miłakówkę kierunek na Miłakowo. Tam chwilę pozwiedzałem teren po byłej stacji kolejowej. Następnie po szlaku kolejowym udałem się w kierunku Głodówki.

Miłakowo - budynek dworca.


Przepust pod nasypem, niestety już zamieszkały;)


Ten sam przepust. Po stanie cegieł i zaprawy można by przypuszczać, że to nowy obiekt, a linię oddano do użytku w 1894r.
To się kiedyś budowało.



Pierwszy most na Miłakówce, widok z góry. Wbrew pozorom mosty nie łatwe do zauważenia zwłaszcza latem.



Leśne stwory.



Drugi most na Miłakówce.

Przed wyjazdem poczytałem trochę o pozostałościach elektrowni wodnej na Miłakówce i spróbowałem odnaleźć to miejsce. Teren zalesiony, opanowany przez wszędobylskie bobry. Po wycięciu wszystkich krzewów i mniejszych drzewek wzięły się za konkretne drzewa. Patrząc co one wyczyniają jakoś sympatii do tych zwierzątek nie czuję.





Wycięte drzewa
                           
                                                    Pora na większy kaliber.             

W końcu dotarłem do pozostałości elektrowni. Mimo fatalnego stanu konstrukcja robi wrażenie. Ciekaw jestem dlaczego teraz nie wykonuje się takich konstrukcji. Nie jest to opłacalne czy machina urzędnicza i te sprawy?


Pozostałości po elektrowni.


Nie starczyło czasu na główny cel wyprawy. Po zmierzchu nie było sensu pchać się w to miejsce, ale za to będzie powrót i kolejna wycieczka.



Dobrocin

  • DST 121.50km
  • Czas 07:03
  • VAVG 17.23km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 8 marca 2015 | dodano: 10.03.2015

Trasa: Elbląg-Kwitajny- Piergozy (RIP)-Tulno-Chojnik-Kamionka-Dobrocinek-Dobrocin-Małdyty-Marzewo-Buczyniec-Jelonki-Krzewsk-Eg
Wyjazd miał być nieco inny, trochę dłuższy, skończyło się na spacerku przyrodniczo-krajoznawczym. Drugi raz zapuściłem się w trójkąt bermudzki pomiędzy Pasłękiem, Kwitajnami a Zielonką Pasłęcką. Jest to obszar w którym zniknęło większość zabudowań gospodarczych i dróg poprowadzonych niegdyś pomiędzy nimi. Dzisiaj do kolekcji mogę dopisać też znikające mosty.
Postanowiłem sobie w ramach akcji –tą drogą jeszcze nie jechałem –odwiedzić miejscowość Piergozy, a raczej to co z niej pozostało. To teraz już wiem, że nic nie pozostało i raczej nie warto tam się zapuszczać, ale że by to wiedzieć trzeba było tam dotrzeć.
Pierwsza przeszkoda do zwalony most. Przedwojenni budowniczowie tej konstrukcji zapewne nie przewidzieli tak długiego jej użytkowanie. Dopóki hulały po nim Ursusy i zaprzęgi konne do jeszcze się trzymał. Jak się zabrali za niego leśnicy wywożący drzewo z lasu to nie wytrzymał i pękł. Kręcą się od czasu do czasu po naszych pięknych polach i lasach coraz częściej dochodzę do wniosku, że mosty i drogi to jakiś burżuazyjny wynalazek. Po co to budować i utrzymywać skoro można pojechać po polu, a na przeprawę rzeki jakiś bród tez się znajdzie. Dopóki droga wiedzie przez las jest dobrze, leśnicy tu akurat zadbali o nawierzchnię. Gdy tylko las się skończył ślad po drodze zniknął, bo nie używana zupełnie zarosła. Docieram w końcu do Piergozy i to rozczarowanie. Jedyny ślad po miejscowości to szpaler drzew, resztki fundamentów i kupy gruzu obrośnięte grubą warstwą mchu. Ktoś bawił się w wykopaliska i zostawił dla potomnych kawałek niemieckiego hełmu i korbę ze starego roweru. Jest cieplutko i cicho, a ja obserwuję obudzoną przyrodę. Nieopodal z krzaków wybiegł duży dzik zaniepokojony moja obecnością, kawałek dalej wylądowała para żurawi. Jeszcze latają w kluczach, ale powoli rozdzielają się w poszukiwaniu swojego miejsca. Powoli wędrując polami, błotko się lepiło do opon i butów, docieram do Kronina. Stąd już eleganckimi drogami jadę do Chojnika i Dobrocinka. Chciałem jeszcze odszukać Kozią Wólkę ukryta gdzieś w lesie, ale tym razem się nie udało.
Powrót asfaltem przez Małdyty z zahaczeniem o myśliwska wiatę w okolicy Buczyńca. tamtejsze leśne drogi przez leśników rozjechane okrutnie.
Spokojny powrót do domu przez Krzewsk, zakończył dzisiejszą wycieczkę.




Odnowiony kościół w Kwitajnach.




Nie wytrzymał. Zarwany most na rzece Sała.


Jezioro Tylne.


To po środku to droga.



                                                             Przerośnięty żywopłot.  



Gruzowisko.

                                                                                     Wykopki.




Para hałasujących żurawi.


Forma przestrzenna.


                                                                      Po lewej polna droga.





Sarna z obstawą.



To ja już wolę po polu.


                                                 Tulno, dawny cmentarz ewangelicki.



Droga na Kamionkę.



Leśna strefa ruchu.




                                                                                                   Po powrocie.







Śladami szwadronu „Żelaznego”

  • DST 184.00km
  • Czas 09:33
  • VAVG 19.27km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 1 marca 2015 | dodano: 03.03.2015

Zaczęło się źle, bardzo źle.
Podczas wieczornego uzbrajania roweru przy okazji zakładania łańcucha wyszło na jaw, że łożysko w lewym suporcie jest zapieczone i korba ledwo się kręci. Jakby tego było mało z bębenka dobiegały jakieś podejrzane szmery. Po rozkręceniu okazało się, że jedna ze sprężyn trzymających zapadki jest pęknięta. Łożyska suportu też nie dało się reanimować i tak zrezygnowany po pierwszej w nocy przygotowałem drugi rower.
Prognozy nie przewidywały najlepszej pogody: dżdżysto, pochmurno i wietrznie. Jakoś nic się specjalnie nie sprawdziło. Wiaterek nie przeszkadzał, słoneczko pięknie przyświecało przez większość dnia, a deszczyk pokropił okazyjnie podczas powrotu.
Zainspirowany wycieczką Jurka M. sprzed trzech lat (!), w której nie dane mi było wówczas uczestniczyć postanowiłem uczcić Dzień Żołnierzy Wyklętych odwiedzając miejsca pobytu ppor. Badochy „Żelaznego” na Powiślu.
Pierwszy postój w Waplewie Wielki gdzie w dworku Sierakowski powstaje muzeum. Dworek pięknieje z każdym rokiem, a w tym ma być jego oficjalne otwarcie.


Dwór w pełnej krasie.

Nieopodal Waplewa znajdują się Tulice. Tutaj rozpoczyna się historia ostatniego epizodu z życia dowódcy szwadronu „Łupaszki”.
Nie będę tu powielał całej historii. Kto chce może przeczytać na przykład tu:


Dom w który stacjonowali żołnierze chwilę przed potyczką…


… i świeżutka tablica upamiętniająca to wydarzenie.

Po leśnej autostradzie, kieruję się do Starego Targu. Tam też odnajduję ślady bytności szwadronu na budynku posterunku MO przy ulicy 22-lipca. Ulicą gen Świerczewskiego jadę na Tropy z zamiarem dotarcia do Zielonki. Żeby był ciekawiej wybieram podróż koleją, a właściwie jej pozostałością, czyli nasypem linii łączącej dawniej Malbork z Morągiem.


Tablica w Starym Targu.


Polskie Koleje Państwowe,  w oddali widoczna Jodłówka

Przed Zielonkami odnajduję tajemniczą kaplice w szczerym polu, niestety jej stan jest opłakany.

cytat za Marienburg.pl "Bardzo ciekawe miejsce o burzliwej i smutnej historii. Igły przed wojną było średniej wielkości wioską o liczebności 92 mieszkańców, ze stacją kolejową, obecnie mieszka tam jedna rodzina. Grobowiec znajduje się na szczycie wzniesienia, jest budowlą zniszczoną, zdewastowaną, w wyniku działalności złomiarzy usunięte zostały wszystkie elementy metalowe w wyniku czego doszło do zawalenia budowli oraz zniszczenia stropu do krypty. Zabalsamowane ciała zostały wywleczone z grobowca a cynowe trumny rozkradzione. Wszystko co miało wartość w tym grobowcu zniknęło: krzyż, kraty ozdobne, posągi. Strop na stalowych legarach do krypty zniszczony, wnętrze zagruzowane. Wokół grobowca wg starych map powinny być groby służby, jednak wszystko jest zniszczone i zdewastowane Dewastacje rozpoczęli pracownicy sezonowi PGR, jednak największych zniszczeń dokonała osoba, która miała się opiekować tym miejscem, łącznie z wycinką drzew wokół grobowca. Przy wycince ostatniego drzewa, osoba ta zginęła przygnieciona nim - symboliczna zemsta pochowanych w tym miejscu. "

Dojeżdżam do Zielonek gdzie odnajduję pamiątkowa tablicę.


Potem już szybko do Czernina, gdzie w dawnym pałacyku rodziny Donimirskich ppor. „Żelazny” poniósł śmierć trafiony odłamkiem granatu. Tablica upamiętniająca to zdarzenie znajduje się na ścianie pobliskiego kościoła.


Jeszcze tylko rzut oka na dom w którym przebywał major „Łupaszko” w Zajezierzu koło Sztumu i szybciutki powrót do domu.



Feniks z popiołów na trasie do domu.


Rondo Żołnierzy Wyklętych w Elblągu.

Cieszę się, że dane mi było samemu odwiedzić te miejsca z dala od medialnego szumu i niepotrzebnych dyskusji. Może za rok dla odmiany zobaczę jak wyglądają oficjalne uroczystości w Gdańsku.

Więcej fotek tutaj:
Śladami szwadronu ppor. ŻELAZNEGO



Latarkowo.

  • DST 50.00km
  • Czas 02:08
  • VAVG 23.44km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 25 lutego 2015 | dodano: 25.02.2015

Dzisiaj obrobiłam się wyjątkowo szybko i zdążyłem na Latarkową Środę. Trochę mnie chłopaki przeciągnęli, ale warto było.



Służbowo

  • DST 44.50km
  • Czas 02:07
  • VAVG 21.02km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 24 lutego 2015 | dodano: 25.02.2015

Trafił się służbowy wyjazd z dokumentami a, że było trochę czasu to pojechałem dookoła przez Nowakowo.



Wiosenne Słobity.

  • DST 120.50km
  • Czas 07:04
  • VAVG 17.05km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 22 lutego 2015 | dodano: 22.02.2015

Przyłączyłem się do pomysłu Marka B. i niemal punktualnie o 8:30 niewielkim, bo tylko pięcioosobowym składem ruszyliśmy na trasę.
Ścieżki częściowo znane, niektóre niedawno poznane, a niektóre odcinki całkiem nowe. Wyjazd mocno terenowy po leśnych duktach, których dzisiejszy stan bynajmniej nie ułatwiał jazdy.
Po raz pierwszy miałem okazję obejrzeć z bliska ruiny pałacu w Słobitach. Pałac spotkał podobny los co inne tego typu obiekty w Prusa. Splądrowany, rozgrabiony, spalony.


Ruiny pałacu Słobitach.
Dalej już miło i sympatycznie łapiąc wiosenne promienie słońca oraz coraz rzadsze błotko nimi spowodowane dotarliśmy na leśny popasik, gdzie przygotowaliśmy pieczyste.
Rowery na trasie przybrały wiosenny kamuflaż, a wszechobecne błoto utrudniało zmianę przełożeń.



Popasik.

Po posiłku ruszyliśmy przez Nowicę i Stare Siedlisko do Błudowa, gdzie pożegnałem się z Ekipą i udałem się na niedzielne dokręcanie.
Koncepcji było kilka, ale w końcu dotarłem do Baranówki i odszukałem brakującą kapliczkę do fotokolekcji. Kiedyś już tam byłe, ale to taka zapyziała wiocha, że nie pobuszowałem tam wiele po zmierzchu, bo wszędzie chodziły jakieś zombie. Dzisiaj też szału nie było, ale tubylców za dużo nie widziałem za to dla odmiany było pełno ujadających kundli.



Kapliczka w Baranówce.

W drodze powrotnej miałem okazję przyjrzeć się dokładnie nowej wiacie myśliwskiej wybudowanej z unijnych funduszy. No jednak Polska to bogata kraj.


Unijna wiata myśliwska.

Na koniec przed Chojnowem to już mnie zupełnie odcięło i musiałem uzupełnić niedobór kalorii i płynów w miejscu postoju na trasie szlaków czerwonego-R64 i nowego Św. Jakuba.
Pomimo wyraźnej zwyżki mocy powrót asfaltem przez Tolkmicko i Łęcze.
Podziękowania dla wszystkich uczestników. Jak zwykle było genialnie.



Miejskie mulenie.

  • DST 44.50km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 20 lutego 2015 | dodano: 22.02.2015

Bilans tygodnia.



Pierzchały i spotkanie z bestią.

  • DST 111.00km
  • Czas 06:32
  • VAVG 16.99km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 15 lutego 2015 | dodano: 15.02.2015

Otwierając rano oczy już wiedziałem, że na wspólną wyprawę z ekipą nie pojadą. Jednak, ze był to jedyny plan na dzisiaj postanowiłem ruszyć ich śladem. Po drodze kilka śladów nawet się znalazło, a po zobaczeniu odcisków Smart Samów na piasku domyśliłem się nawet jednego uczestnika wyprawy.
Trochę inaczej niż zakładał plan postanowiłem pojechać przez Narusa. Lekko odbijając z trasy odwiedziłem dawno nie używaną Kolej Nadzalewową. Podobno jest jeszcze szansa na jej reanimację. Trafiłem tam na czcinobranie, które ze względu na słabą zimę raczej się nie powiodło.

Fabryka trzciny.


Totem staropruski.


Konik smutasek.


Bezśnieżne przebiśniegi.


W czasie dotowarowanie we fromborskiej Biedronce spotkałem znajomego który akurat w tym mieście zażywa dłuższego wypoczynku. Farciarz.
Dalej już spokojnie przez Biedkowo pojechałem do Chruściela gdzie się trochę pokręciłem podziwiając liczne kapliczki.
Po dotarciu do kulinarnej ogniowej miejscówki uznałem, że ekipa opuściła to miejsce już dawno lub nie paliła ognia, bo palenisko było zupełnie zimne.
Skosztowałem trochę biedronkowych specjałów, potupałem z prawa na lewo i postanowiłem wracać. Pora była jeszcze wczesna więc ruszyłem jeszcze na szlak pieszy, czerwony. Akurat w tym przypadku słowo pieszy sprawdza się znakomicie, bo rower po zrytym przez dziki dukcie trzeba było najpierw prowadzić, potem to już kazał się nosić. Mimo to trasa warta zobaczenia, biegnąca wznoszącym się coraz wyżej brzegiem Pasłęki daje niezapomniane wrażenia.
Na trasie miałem spotkanie z pewnym wielkim stworem, który właśnie zajadał na obiad jakąś sarenkę. Niestety szybko mnie zauważył i nie chcąc pozować do zdjęć oddalił się ustronne miejsce. Na pamiątkę zostawił mi takie coś. Jak ktoś wie do kogo to należy to proszę o edukacje w tym temacie.


Taki cwancyk.

Pierzchały


Czyje toto?

Widok z szóstego piętra.

Na szago!


Na końcu leśnej przeprawy po raz kolejny zgubiłem szlak a, że było już po zachodzie poszedłem na szago do najbliższej drogi. Od Sopotów aż do domu drogę umilał przyjemny wiaterek w plecy, zrobiło się nawet gorąco i szybciutko powróciłem w domowe pielesze.





Miejskie mulenie.

  • DST 55.50km
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 14 lutego 2015 | dodano: 14.02.2015

Bilans tygodnia z sobota w roli głównej.




Dzisiaj 73 rocznica powstania AK. Ciekawe czy ktoś jeszcze pamięta?



Trzynastką po płaskim.

  • DST 120.00km
  • Czas 08:05
  • VAVG 14.85km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 8 lutego 2015 | dodano: 08.02.2015

Miało już nie być Żuław. Miało już nie być wiatru. No, ale zachęcony ciekawą trasą zaproponowaną przez MarkaB, jednak uległem pokusie i pognałem na miejsce zbiórki. Jak zwykle parę minut po czasie dotarłem na miejsce i bez zdziwienie, że nikogo już nie ma sam ruszyłem w trasę.
Jedna myśl nie dawała mi spokoju, dlaczego na świeżym śniegu nie ma śladów opon.Zapewne pojechali inną trasą lub wybrali inny kierunek, co tam.
Po dotarciu do Jazowej wjazd na drogi lokalne i tu pochwała dla drogowców wszystkie asfalty posypane, więc o żadnych poślizgach nie było mowy.
Było to szczególnie ważne bo waliła na mnie cała masa żuławskiego powietrza z prędkością ponad 30km/h. No to jechałem raz przechylony w lewo, innym razem w prawo, a po wyminięciu jakiegoś budynku czy choćby przydrożnego drzewa czuć było fajne szarpnięcie.
Od Myszewa zaczyna się trasa żuławskich średniowiecznych kościołów więc mogłem podziwiać zabytki w Marynowach, Tui, Lubieszewie, Ostaszewie i Niedźwiedzicy. Patrzą po przydrożnych znakach moja trasa pokryła się przypadkiem z częścią szlaku Św. Jakuba.
Dalej to już prosty odcinek do Mikoszewa umilany centralnym wiatrem i przechodzącymi śnieżycami przy których ten wiatr wydawał się silniejszy. Do Stegny dotarłem przed piętnastą, czyli grubo po czasie. Widok potężnych fal i calutkiej plaży zalewanej wodą bezcenne. Nigdy czegoś takiego nie widziałem. Byłem pewny, że w takich warunkach kąpiel Elbląskich Morsów została odwołana, ale jednak twardziele się nie poddali. Plotka głosi, że ponoć część pociągnęło do Szwecji.
Jazda z powrotem to miód malina. Całkiem bez wysiłku, popychany tym razem sprzyjającym wiatrem w niecałe półtorej godziny dotoczyłem się do domu.
No i tak się jeździło po płaskich Żuławach.



Cisza nad Nogatem.


Marynowy. Ciekawostką tego kościoła są mennonickie kamienie nagrobne użyte do budowy jego fundamentów.


Ostaszewo ruiny. Balans bieli nie nawalił, jest tam tak zielono.


Niedźwiedzica - fragment steli.


Nadciąga złe.


Wzburzona Wisła.....


... i wiślane korale.


Stegna, w tym się dzisiaj kąpali.


Znikająca plaża.


Kuter zabezpieczony.


Elbląg po powrocie. Na rzece przybywa wody.