09-05-2015 Eg miasto.
-
DST
21.50km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Sobotnie testy roweru po naprawie.
26-04-2015 Rangury
-
DST
28.50km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Chwilowe
przewietrzanie mózgownicy I dalej do roboty.
Ławeczki w lesie.
25-04-2015 Jakieś jazdy z tygodnia.
-
DST
31.50km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nawet stalowy staruszek poczuł wiatr na lakierze.
12-04-2015 Łukszty
-
DST
108.00km
-
Czas
05:37
-
VAVG
19.23km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Trasa: Elblag-Marianka-Łukszty-Stojpy-Dębień-Wilczęta-Ławki-Chuściel-Jędrycowo-Rychnowy-Elbląg
Korzystając z (jeszcze) świetnej
pogody udałem się na popołudniową wycieczkę.
Pierwszym celem były dwa
ewangelickie cmentarze w okolicy miejscowości Łukszty. Pierwszy raz byłem tam w
styczniu, ale nie sprzyjająca aura i szybko zapadający zmierzch przekonały mnie
do powrotu. Tym razem było zupełnie inaczej i wracanie było tylko z rozsądku.
Piękna pogoda nie nastrajała zbytnio do powrotu.
Pierwszy cmentarz znajduje się za
miejscowością Łukszty. Trochę miałem kłopoty z jego odnalezieniem, bo dokładniejsza
mapka została w domu, ale dzięki temu odwiedziłem urocze jeziorko nieopodal.
Sam cmentarz znajduje się tradycyjnie na zalesionym wzgórzu. Na jego terenie ścielą
się cale połacie bluszczu, które opanowały wszystko wokół wraz z nagrobkami i
pniami okolicznych drzew. Niejakim zaskoczeniem była masa niebieskich kwiatów
które przebijając się przez bluszcz utworzyły zielono-błękitny dywan. Przyznam,
ze nawet miałem opory po nim chodzić aby nie zniszczyć tak pięknego zjawiska.
"droga" z Marianki, jak wygolą do końca te krzaki będzie fajny skrót.
Zielony kobierzec na cmentarzu w Łuksztach.
Nadpalone wierzby mimo okrutnego potraktowania nabrały uroku.
Drugi cmentarz znajduje się obok
nie istniejącego już siedliska Karwity, które przypomina mocno już sfatygowany
przydrożny krzyż ustawiony tam w 1957r. Sam cmentarz znajduje się na pięknie
położonym wzgórzu, z którego można podziwiać panoramę okolicy. Jest o wiele
skromniejszy od poprzedniego za to w równym stopniu zdewastowany. 
Jeden z widoków z drugiego cmentarza.
Las Sarnowski. W drodze na
Wilczęta, która miała być po głównych drogach, zrobiłem mały zwrot w leśną
dróżkę i w ten sposób znalazłem się w lesie Sarnowskim. Jest tam dużo dobrze
utrzymanych dróg, więc co chwila miałem dylemat prawo czy lewo. Szczęśliwie
wybrałem właściwie i dotarłem do drogi wyłożonej betonowymi płytami. W ten
sposób dotarłem do zakładów torfowych w miejscowości Dębień. Miałem w planach
kiedyś odwiedzić to miejsce, ale nie myślałem, że trafię tam właśnie dzisiaj.
Na samo torfowisko już nie zaglądałem, na pewno tam kiedyś zajadę. 
UFOpodobna maszyna do zbierania torfu.
Kolejnym punktem, według mapy
była miejscowość Karwiny, gdzie znajduje się pozostałości po posiadłości
rodziny Dohnów. Jak większość tego typu budowli zostały niemal całkowicie zniszczone
przez „armię wyzwoleńczą”, bynajmniej nie w wyniku działań wojennych. Tu
pozostały jedynie ruiny kaplicy dworskiej i dom zarządcy.
Wewnątrz wieży, widoczne drewniane nadproża i pozostałości schodów prowadzących na szczyt.
Dalej już znaną trasą przez
Wlczęta, Sopoty, Ławki dojechałem nad jezioro Pierzchalskie, odwiedzając
położone przy drodze kurhany z epoki brązu. Na dodatek dowiedziałem się, z
tablicy edukacyjnej, że w mojej rodzimej miejscowości takowy też występuje. Nad
jeziorem krótki postój i przezbrojenie do nocnej jazdy. 
Pierzchały o zmroku.
Powrót już po zmroku przez
Wierzno Wielkie i Jędrychowo. W lesie przed Brzeziną jeszcze trochę zabawy z aparatem
i do domu.
Serduszko dla Ukochanej.
Miejskie mulenie.
-
DST
33.00km
-
Czas
01:33
-
VAVG
21.29km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Bilans tygodnia.
PnW Wierciny
-
DST
33.00km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Miało być świąteczne spalanie kalorii, był rodzinny piknik rowerowy w Wiercinach.
Wyszło jakoś tak, że wszyscy domownicy nabrali chęci na jazdę. Szybka reanimacja dwóch dodatkowych rowerów i w drogę. 
Miejskie mulenie.
-
DST
18.50km
-
Aktywność Jazda na rowerze
Bilans tygodnia, jakieś sprawki na mieście.
EDK
-
DST
40.00km
-
Aktywność Chodzenie
Być może byłem ostatni, ale doczłapałem się jakoś. 
Zdjęcie pożyczone z wyjścia na trasę.
Stegna z Morsami
-
DST
132.00km
-
Czas
07:32
-
VAVG
17.52km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jak co roku w bałtyckich wodach kończy swój marny żywot
niejaka Marzanna żywcem spalona przez żądne krwi Elbląskie Morsy mszczące się w
ten sposób za zakończenie sezonu kąpieli.
Temu ciekawemu zjawisku od kilkunastu lat przyglądają się z
ciekawością rowerzyści z różnych zakątków dla odmiany rozpoczynających nowy
sezon na dwóch kołach.Wszystko to za
sprawą niejakiego Dareckiego ESR dziś niestety wielkiego nieobecnego. Ja miałem
zaszczyt uczestniczyć w tym niecnym procederze po raz czwarty.
Co prawda w tym roku frekwencja nie powaliła. Zebrało się
zaledwie około trzydziestu osób, ale i tak warto było się wybrać choćby dla
tych kilku dawno nie widzianych twarzy. Sposobów na dotarcie do morsowni Stegna
było wiele, niektórzy podróżowali już od 6 rano z Mariuszem twardym morsem nie
zrzeszonym na czele.
Ja wybrałem ten
tradycyjny, czyli z całą wesołą gromadką.
Na plaży mnóstwo ludzi zarówno morsy z Elbląga i innych
zaprzyjaźnionych klubów, jak i ich kibice. Było ognicho, orkiestra tańce i
hulanki.Wiatr też hulał na tyle
skutecznie, że powoli ludzi zaczęło ubywać z plaży Ja też nie czekając już na
rozgrzanego kąpielą Mariusza ruszyłem powoli w kierunku Krynicy. I tak
odwiedzając co niektóre poniemieckie okopy i kontestując kormorany zakładające
gniazda w rezerwacie po niemalże pięciu godzinach osiągnąłem cel. Może to śpiew
ptaków, błękitne niebo nad głową, a może szum fal sprawił, że ten sposób
podróżowania po mierzei bardzo przypadł mi do gustu. Na miejscu szybkie
uzupełnienie prowiantu i tym razem żwawym tempem do domu bo ziąb mocno przeszywał
palce. W powrocie pomagał wiatr który udał się na wieczorny odpoczynek i w
żadnym kierunku nie utrudniał jazdy. 
Mors z kibicami.
Poniemieckie transzeje.
Jedno z bardzo wielu gniazd.

widoczki
Nowe w Krynicy.
Eg miasto
-
DST
21.50km
-
Czas
01:08
-
VAVG
18.97km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wyjazdy zakupowe po mieście.

