Pierzchały i spotkanie z bestią.
-
DST
111.00km
-
Czas
06:32
-
VAVG
16.99km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Otwierając rano oczy już wiedziałem, że na wspólną wyprawę z
ekipą nie pojadą. Jednak, ze był to jedyny plan na dzisiaj postanowiłem ruszyć
ich śladem. Po drodze kilka śladów nawet się znalazło, a po zobaczeniu odcisków
Smart Samów na piasku domyśliłem się nawet jednego uczestnika wyprawy.
Trochę inaczej niż zakładał plan postanowiłem pojechać przez
Narusa. Lekko odbijając z trasy odwiedziłem dawno nie używaną Kolej
Nadzalewową. Podobno jest jeszcze szansa na jej reanimację. Trafiłem tam na
czcinobranie, które ze względu na słabą zimę raczej się nie powiodło.
Fabryka trzciny.
Totem staropruski.
Konik smutasek.
Bezśnieżne przebiśniegi.
W czasie dotowarowanie we fromborskiej Biedronce spotkałem
znajomego który akurat w tym mieście zażywa dłuższego wypoczynku. Farciarz.
Dalej już spokojnie przez Biedkowo pojechałem do Chruściela
gdzie się trochę pokręciłem podziwiając liczne kapliczki.
Po dotarciu do kulinarnej ogniowej miejscówki uznałem, że
ekipa opuściła to miejsce już dawno lub nie paliła ognia, bo palenisko było
zupełnie zimne.
Skosztowałem trochę biedronkowych specjałów, potupałem z
prawa na lewo i postanowiłem wracać. Pora była jeszcze wczesna więc ruszyłem
jeszcze na szlak pieszy, czerwony. Akurat w tym przypadku słowo pieszy sprawdza
się znakomicie, bo rower po zrytym przez dziki dukcie trzeba było najpierw
prowadzić, potem to już kazał się nosić. Mimo to trasa warta zobaczenia,
biegnąca wznoszącym się coraz wyżej brzegiem Pasłęki daje niezapomniane
wrażenia.
Na trasie miałem spotkanie z pewnym wielkim stworem, który
właśnie zajadał na obiad jakąś sarenkę. Niestety szybko mnie zauważył i nie
chcąc pozować do zdjęć oddalił się ustronne miejsce. Na pamiątkę zostawił mi
takie coś. Jak ktoś wie do kogo to należy to proszę o edukacje w tym temacie.
Taki cwancyk.
Pierzchały
Czyje toto?
Widok z szóstego piętra.
Na szago!
Na końcu leśnej przeprawy po raz kolejny zgubiłem szlak a,
że było już po zachodzie poszedłem na szago do najbliższej drogi. Od Sopotów aż
do domu drogę umilał przyjemny wiaterek w plecy, zrobiło się nawet gorąco i
szybciutko powróciłem w domowe pielesze.