Wiosenne Słobity.
-
DST
120.50km
-
Czas
07:04
-
VAVG
17.05km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Przyłączyłem się do pomysłu Marka B. i niemal punktualnie o
8:30 niewielkim, bo tylko pięcioosobowym składem ruszyliśmy na trasę.
Ścieżki częściowo znane, niektóre niedawno poznane, a
niektóre odcinki całkiem nowe. Wyjazd
mocno terenowy po leśnych duktach, których dzisiejszy stan bynajmniej nie
ułatwiał jazdy.
Po raz pierwszy miałem okazję obejrzeć z bliska ruiny pałacu
w Słobitach. Pałac spotkał podobny los co inne tego typu obiekty w Prusa.
Splądrowany, rozgrabiony, spalony.
Ruiny pałacu Słobitach.
Dalej już miło i sympatycznie łapiąc wiosenne promienie
słońca oraz coraz rzadsze błotko nimi spowodowane dotarliśmy na leśny popasik,
gdzie przygotowaliśmy pieczyste.
Rowery na trasie przybrały wiosenny kamuflaż, a wszechobecne
błoto utrudniało zmianę przełożeń.
Popasik.
Po posiłku ruszyliśmy przez Nowicę i Stare Siedlisko do
Błudowa, gdzie pożegnałem się z Ekipą i udałem się na niedzielne dokręcanie.
Koncepcji było kilka, ale w końcu dotarłem do Baranówki i odszukałem
brakującą kapliczkę do fotokolekcji. Kiedyś już tam byłe, ale to taka zapyziała
wiocha, że nie pobuszowałem tam wiele po zmierzchu, bo wszędzie chodziły jakieś
zombie. Dzisiaj też szału nie było, ale tubylców za dużo nie widziałem za to
dla odmiany było pełno ujadających kundli.
Kapliczka w Baranówce.
W drodze powrotnej miałem okazję przyjrzeć się dokładnie
nowej wiacie myśliwskiej wybudowanej z unijnych funduszy. No jednak Polska to
bogata kraj.
Unijna wiata myśliwska.
Na koniec przed Chojnowem to już mnie zupełnie odcięło i
musiałem uzupełnić niedobór kalorii i płynów w miejscu postoju na trasie
szlaków czerwonego-R64 i nowego Św. Jakuba.
Pomimo wyraźnej zwyżki mocy powrót asfaltem przez Tolkmicko
i Łęcze.
Podziękowania dla wszystkich uczestników. Jak zwykle było
genialnie.