pawlik prowadzi tutaj blog rowerowy

Wpisy archiwalne w miesiącu

Czerwiec, 2018

Dystans całkowity:3018.50 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:165:25
Średnia prędkość:18.25 km/h
Liczba aktywności:22
Średnio na aktywność:137.20 km i 7h 31m
Więcej statystyk

So 16.06 GV d8 Krasnystaw.

  • DST 190.50km
  • Czas 09:40
  • VAVG 19.71km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 16 czerwca 2018 | dodano: 29.06.2018










W końcu mogę wrzucić mapki z endo, nie tylko zrzuty ekranu.
Noc przy składzie paliw nieopodal Terespola spokojna i sucha. Napotkani ludzie narzekają, że od maja nie padało i wszystko wysycha. Faktycznie dookoła zamiast być wiosennie zielono ta żółto jak na jesieni. Wieje cały czas z północy, a drogi zmieniły się na asfaltowe, więc się po prostu frunie bez wysiłku. Zatrzymuję się w kilku ciekawych miejscach po czym lecę sobie dalej.
Tak docieram do Krasnegostawu, już nie do końca po GV bo Krasnystaw dostaje u mnie Nagrodę Darwina za najbardziej idiotyczne poprowadzenie szlaku przy swojej miejscowości.


Kostomłoty - sanktuarium unitów.


Tak przy trasie.


Susza!


Sobota dniem ślubów - Chełm.


Dzisiaj śpię na badylach.



Pt 15.06 GV d7 Terespol.

  • DST 163.00km
  • Czas 09:10
  • VAVG 17.78km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 15 czerwca 2018 | dodano: 29.06.2018












Po nocy z dzikami odwiedzam Kleszczele. Miasteczko bogate w kościółki i cerkwie, dodatkowo miłe i zadbane. Robię kilka fotek i ruszam dalej. Dobrze się jedzie wśród drewnianej zabudowy. Co chwila na moment przystaję patrząc z zaciekawieniem. Tak docieram do Świętej Góry Grabarka - prawosławnego sanktuarium. Znowu nie miałem odwagi porozmawiać z żadnym popem i nadal nie wiem o co w tym do końca chodzi.

Po przepłynięciu Bugu jakoś nie mogę się odnaleźć. Nadal jest dobrze, piękne tereny, ładne budynki, cerkwie, kapliczki i inne ciekawostki. Chyba brakuje mi lasów. Za dużo tu otwartych przestrzeni, a ja jestem leśny człowiek.
Szybciutko, bo wiatr nadal w plecy docieram do Terespola.


Drewniana zabudowa niemal na każdym kroku.


Jedna z wielu cerkwi widzianych po drodze. Tu Rogacze.


Święta Góra Grabarka.


Już po drugiej stronie Bugu.



Dzisiaj obiad w wersji na bogato.



Czw 14.06 GV d6 Kleszczele.

  • DST 150.50km
  • Czas 08:19
  • VAVG 18.10km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 14 czerwca 2018 | dodano: 29.06.2018









Kolejny dzień podróży sentymentalnej po Podlasiu. Tym razem odwiedzić znajomego gospodarza w Suszczym Borku nieopodal Narewki, który nas gościł kilka lat temu, a z którym się bardzo zżyliśmy. Z tego względu w pewnym momencie odbijam na Podlaski Szlak Bociani który biegnie akurat koło jego chałupy. Wizyta krótka, ale bardzo sympatyczna.
Nastrojony wspomnieniowo kręcę się trochę po Narewce i wspominam nie tak aż odległe chwile. Białowieża to pierwszy etap kolejnej przygody, gdzie nigdy nie byłem, ani dalej na południe, czyli tu zaczyna się właściwe zwiedzanie.
Spokojne przed wakacjami miasteczko o drewnianej zabudowie robi pozytywne wrażenie. Za to Hajnówka o której myślałem jako o małej mieścince zaskakuje wielkością i współczesną zabudową. Po zakupach jadę jeszcze kawałek w poszukiwaniu noclegu ostatecznie lądując w lesie pod Kleszczelami. W końcu las bez komarów! (tak będzie prawie do końca) Za to za blisko dopuszczam lochę z małymi i w pewnym momencie robi się nieciekawie. Na szczęście obyło się na lekkim strachu.


Suszczy Borek.


Narewka - wspominkowa ławeczka.


Pomnik Inki



Na zamkniętej drodze do Białowieży. Ilość martwych drzew powala!

Jadąc tak sobie myślałem. Gdyby tak pewnego razu pojawiły się u mnie karaluchy to pewnie chciałbym je wybić. No ale mój sąsiad który bardzo lubi karaluchy podałby mnie do sądu i sąd nakazałby mi zakazu eksterminacji robactwa pod karą wysokiej grzywny. No to jakbym się czuł? Poza wkurwem, na pewno jakieś poczucie bezsilności i duma z bycia kimś w miarę liczącym się też chyba mniejsza. Zdaje się, że o to właśnie w tym chodzi.


Domek Gubernatora w Białowieży.








Śr 13.06 GV d5 Supraśl.

  • DST 125.50km
  • Czas 06:50
  • VAVG 18.37km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 13 czerwca 2018 | dodano: 29.06.2018











Zdaje się, że prawie widziałem łosia. W każdym razie jakieś rude futro wypłoszyło się kiedy wypełzałem z lasu. Jazda łosiostradą szybka i przyjemna z wiatrem w plecy. W Strękowej Górze drugie śniadanie, zaczyna się nowy zwyczaj drożdżówka z litrem maślanki. Odwiedzam Tykocin i robię kilka fotek hetmana Stefana przy lepszym świetle niż poprzednio. Po drodze do Białegostoku jadę wzdłuż S8 gdzie GV poprowadzono przy drodze technicznej, dla mnie przesada. Nad Narwią znajduję urokliwe, spokojne miejsce z dostępem do wody i spędzam tam dłuższą chwilkę.
Przejazd przez Białystok ciekawy i płynny w przeciwieństwie do innych miast. Jedyne zapętlenie miałem w przejściu podziemnym gdzie najpierw utknąłem w windzie, a potem po zjechaniu na dół nie nie mogłem smoka wyciągnąć na górę po niby specjalnym dla rowerów torze. Ogólnie w miastach przyjąłem zasadę, że jadę na azymut zamiast zygzakować po GV.
Za Białymstokiem kolejna w tym dniu przebudowa drogi i objazd przez Wasilków. Trochę się gubię i trafiam na remontowany odcinek gdzie po świeżo wylanym ciepłym asfalcie jadę do Supraśla.
Dzień piąty to czas ładowania wszystkiego co się da. Nie myślałem, że na tak długo wystarczy, zwłaszcza baterii w aparacie, ale udało się. Jadę więc do wcześniej odwiedzanego miejsca do spania. Teraz 13godzin ładowania.


Niby przydrożne chwaściuny, a ładne w Biebrzańskim P.N.


Odcinek specjalny GV.


Popasik nad Narwią.



Cerkiew w Wasilkowie.


Supraśl - najulubieńsze moje miasteczko.



Wt 12.06 GV d4 Osowiec twierdza.

  • DST 146.00km
  • Czas 08:18
  • VAVG 17.59km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 12 czerwca 2018 | dodano: 29.06.2018








Dzień zaczął się pięknie od odwiedzin pokamedulskiego klasztoru nad jeziorem Wigry. Pięknie położony, cisza i spokój, pogoda super, chciałoby się zostać tu dłużej. Dalej też jest ciekawie, Wigierski Park Narodowy zachwyca przyrodą, z Czarną Hańczą wijącą się dostojnie wśród łąk i lasów. Zdecydowanie chciałbym tam jeszcze kiedyś powrócić.
Okazało się, że dzisiaj dzień rzeczny. Po Hańczy był Kanał Augustowski, po nim Biebrza.
Wcześniej jednak jest miejscowość Mikaszówka, a w niej wzruszający monument upamiętniający Obławę Augustowską. Po miłym spotkaniu z Januszem i Danką z GR STOP dość przypadkiem trafiam na śluzę Paniewo i przeprawę kajakowiczów.
Jeszcze krótka jazda wzdłuż Kanału Augustowskiego i trafiam na odkryte tereny nad Biebrzą.




Klasztor nad Wigrami.



Kajakarze na Czarnej Hańczy.


Mikaszówka - instalacja upamiętniająca ofiary Obławy Augustowskiej.



Śluza Paniewo.


Nad Biebrzą.



Pn 11.06 GV d3 Suwałki.

  • DST 131.00km
  • Czas 07:30
  • VAVG 17.47km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 11 czerwca 2018 | dodano: 29.06.2018










Rano przegapiłem mosty kolejowe w Botkunach. Szkoda, bo to takie mniejsze Stańczyki. Za to te w Kiepojciach już odwiedziłem.
Stańczyki widziane wcześniej odpuściłem, a że zaczął padać deszcz to wykorzystałem Stańczykowy MOR z pięknym widokiem na mosty na ugotowanie jakiegoś obiadku.
Pomimo siąpiącego deszczu czas było ruszyć na Trójstyk Granic. Miejsce sympatyczne głównie przez siodłowy dojazd. Oczywiście ludzi zero tylko chłopaki z Bań Mazurskich się przytrafili. Dalej fajna jazda w kierunku Suwałk, ze wspominaniem wycieczki sprzed kilku lat. Jazda tak fajna, że wylądowałem na DK8 w Szypliszkach skąd miałem 17km jazdy do Suwałk razem z litewskimi TIRami. Ciekawie było, zwłaszcza jak zaczęło znowu padać.
Suwałki jak zwykle urzekające, ale czas gonił i trzeba było szukać noclegu. Tym razem trafił się w Wigierskim Parku Narodowym.



Kiepojcie wiadukty kolejowe.


Dojazd do trójstyku.


Ławeczka Bolcie.


Jezioro Hańcza.







Nd 10.06 GV d2 Gołdap.

  • DST 165.50km
  • Czas 09:14
  • VAVG 17.92km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 10 czerwca 2018 | dodano: 29.06.2018










Jestem ciekaw jak to będzie dnia następnego po nocy z chmarami komarów. Idzie dobrze, nawet po bruku w górę. Pierwsze ciekawe miejsce to Galiny ze stadniną koni i ładnymi zadbanymi budynkami.
Jadąc dalej szybko przejeżdżam Bartoszyce lekko gubiąc drogę. W Sępopolu zatrzymuję się na mszę o 11:00. W Barcianach kupuję najdroższy w życiu serek wiejski po czym trafiam na jeden z gorszych odcinków GV. Drobne, ostre, luźne kamienie powoduję, że jedzie się fatalnie. No ale się jedzie bo po piachach to niestety nie.
Przed Baniami Mazurskimi spotykam pierwszych dwóch turystów, potem jeszcze w Baniach robimy wspólne zakupy. Za Gołdapią szukam miejsca na nocleg. Strasznie się miotam po lesie i nie mogę niczego znaleźć. W końcu trafiam na jakąś starą piaskownię. Miejsce super tylko kolejne kleszcze do kolekcji i w nocy trochę popadało.


Galiny z panną młodą.



Etap wielomostkowy, trochę było takich ciekawostek po drodze.



Mazury coraz bardziej garbate, to ja już wolę w prawo.


Nocleg na piaskowni, chyba jedyny nie w krzakach.





So 09.06 GV d1 Krawczyki.

  • DST 112.00km
  • Czas 06:09
  • VAVG 18.21km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 9 czerwca 2018 | dodano: 29.06.2018













Stoczek Klasztorny.

Bardzo późny wyjazd o 14:50. W zasadzie tylko po to aby przetestować sprzęt i zobaczyć jak się tym jeździ. Poszło dobrze i tak oto nie do końca zaplanowany ani przygotowany rozpoczynam przygodę z Green Velo.






Pt 08.06 Bilans tygodnia.

  • DST 42.00km
  • Czas 02:35
  • VAVG 16.26km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 8 czerwca 2018 | dodano: 08.06.2018

Co będzie dalej czas pokaże.




Nd 03.06 Tama Brodzka

  • DST 172.50km
  • Czas 09:07
  • VAVG 18.92km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 3 czerwca 2018 | dodano: 06.06.2018














Niedawno na internetach przeczytałem taką informację:
"TUŻ ZA GRANICĄ KUJAWSKO-POMORSKIEGO...w powiecie nowomiejskim trwają prace przy rozbudowie trasy pieszo-rowerowej na byłym torze kolejowym Brodnica - Iława. Przejazd - na gotowych odcinkach - komfortowy: asfalt, ławeczki, lampy i z dala od ruchliwych ulic. Jak widać, jak się chce to można."
Zachęcony postanowiłem przejechać się pięknie wyasfaltowaną ścieżką z Tamy Brodzkiej do Iławy. Nawet świadomie postawiłem na jazdę krajową 15-tką przez parę km.
W sumie nie spodziewałem się cudów, no ale że żadnej ścieżki tam w zasadzie nie ma to też nie. Za to widoki w dolinie Drwęcy przepiękne i trochę terenowej jazdy wskoczyło.


Most kolejowy w Tamie Brodzkiej. Stan BDB można skakać po obu stronach, ale  czy rowerem z sakwami?


Po dalszej walce z 15-tką przebijam się znowu przez dolinę Drwęcy i w Wielkim Głęboczku po zasięgnięcia języka u miejscowych już wszystko wiem. Wiem, że plany były a realizacja to jak zwykle po naszemu. Właściwie pokierowany wracam nad Drwęcę i wzdłuż jej biegu zgodnie z przebiegiem linii będę jechał do Nowego Miasta Lubawskiego.



Przebieg linii w Szramowie i dojazd do dworca.



Budynek stacji Kaługa. Cały czas jadę obok z niewielkim wykorzystaniem torowiska.





Pagóry w dolinie Drwęcy, oczywiście jadę asfaltem.




Przed Kurzętnikem pojawiły się pierwsze znaki, jednak piaskownica straszna a a obok piękny asfalt.


Uparłem się i pojechałem. Za jakiś czas było łatwiej bo nawierzchnia bardziej utwardzona i nawet ławeczki i śmietniki były.  Zaraz za Kurzętnikiem idylla się skończyła i trzeba było się obijać o rosnące konary drzew (obok nadal gładki asfalt) za to miło było podziwiać płynącą obok Drwęcę.
Przed Nowym Miastem Lubawskim chaszcze zmieniły się w ścieżkę z kostki, za chwilę w asfalt. Brawo! Tylko dlaczego tak krótko?



Taki był kiedyś widok z okna pociągu.


Coś się dzieje! Wjazd do NML i trwają jakieś prace nawet tablica jest.
Po prawej widoczny wiadukt linii prowadzącej do Zajączkowa Lubawskiego pożyczonej przez braci w 1945r.



Tak to będzie wyglądać kiedyś.




Tak jest teraz w pełnej krasie.




W zasadzie to już jest koniec. Po dojechaniu do stacji Chrośle-Radomno ścieżka znika i nie pojawia się aż do Iławy.