Śr 13.06 GV d5 Supraśl.
-
DST
125.50km
-
Czas
06:50
-
VAVG
18.37km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Zdaje się, że prawie widziałem łosia. W każdym razie jakieś rude futro wypłoszyło się kiedy wypełzałem z lasu. Jazda łosiostradą szybka i przyjemna z wiatrem w plecy. W Strękowej Górze drugie śniadanie, zaczyna się nowy zwyczaj drożdżówka z litrem maślanki. Odwiedzam Tykocin i robię kilka fotek hetmana Stefana przy lepszym świetle niż poprzednio. Po drodze do Białegostoku jadę wzdłuż S8 gdzie GV poprowadzono przy drodze technicznej, dla mnie przesada. Nad Narwią znajduję urokliwe, spokojne miejsce z dostępem do wody i spędzam tam dłuższą chwilkę.
Przejazd przez Białystok ciekawy i płynny w przeciwieństwie do innych miast. Jedyne zapętlenie miałem w przejściu podziemnym gdzie najpierw utknąłem w windzie, a potem po zjechaniu na dół nie nie mogłem smoka wyciągnąć na górę po niby specjalnym dla rowerów torze. Ogólnie w miastach przyjąłem zasadę, że jadę na azymut zamiast zygzakować po GV.
Za Białymstokiem kolejna w tym dniu przebudowa drogi i objazd przez Wasilków. Trochę się gubię i trafiam na remontowany odcinek gdzie po świeżo wylanym ciepłym asfalcie jadę do Supraśla.
Dzień piąty to czas ładowania wszystkiego co się da. Nie myślałem, że na tak długo wystarczy, zwłaszcza baterii w aparacie, ale udało się. Jadę więc do wcześniej odwiedzanego miejsca do spania. Teraz 13godzin ładowania.
Niby przydrożne chwaściuny, a ładne w Biebrzańskim P.N.
Odcinek specjalny GV.
Popasik nad Narwią.
Cerkiew w Wasilkowie.
Supraśl - najulubieńsze moje miasteczko.