Stegna z Morsami
-
DST
132.00km
-
Czas
07:32
-
VAVG
17.52km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Jak co roku w bałtyckich wodach kończy swój marny żywot
niejaka Marzanna żywcem spalona przez żądne krwi Elbląskie Morsy mszczące się w
ten sposób za zakończenie sezonu kąpieli.
Temu ciekawemu zjawisku od kilkunastu lat przyglądają się z
ciekawością rowerzyści z różnych zakątków dla odmiany rozpoczynających nowy
sezon na dwóch kołach.Wszystko to za
sprawą niejakiego Dareckiego ESR dziś niestety wielkiego nieobecnego. Ja miałem
zaszczyt uczestniczyć w tym niecnym procederze po raz czwarty.
Co prawda w tym roku frekwencja nie powaliła. Zebrało się
zaledwie około trzydziestu osób, ale i tak warto było się wybrać choćby dla
tych kilku dawno nie widzianych twarzy. Sposobów na dotarcie do morsowni Stegna
było wiele, niektórzy podróżowali już od 6 rano z Mariuszem twardym morsem nie
zrzeszonym na czele.
Ja wybrałem ten
tradycyjny, czyli z całą wesołą gromadką.
Na plaży mnóstwo ludzi zarówno morsy z Elbląga i innych
zaprzyjaźnionych klubów, jak i ich kibice. Było ognicho, orkiestra tańce i
hulanki.Wiatr też hulał na tyle
skutecznie, że powoli ludzi zaczęło ubywać z plaży Ja też nie czekając już na
rozgrzanego kąpielą Mariusza ruszyłem powoli w kierunku Krynicy. I tak
odwiedzając co niektóre poniemieckie okopy i kontestując kormorany zakładające
gniazda w rezerwacie po niemalże pięciu godzinach osiągnąłem cel. Może to śpiew
ptaków, błękitne niebo nad głową, a może szum fal sprawił, że ten sposób
podróżowania po mierzei bardzo przypadł mi do gustu. Na miejscu szybkie
uzupełnienie prowiantu i tym razem żwawym tempem do domu bo ziąb mocno przeszywał
palce. W powrocie pomagał wiatr który udał się na wieczorny odpoczynek i w
żadnym kierunku nie utrudniał jazdy.
Mors z kibicami.
Poniemieckie transzeje.
Jedno z bardzo wielu gniazd.
widoczki
Nowe w Krynicy.