12-04-2015 Łukszty
-
DST
108.00km
-
Czas
05:37
-
VAVG
19.23km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Trasa: Elblag-Marianka-Łukszty-Stojpy-Dębień-Wilczęta-Ławki-Chuściel-Jędrycowo-Rychnowy-Elbląg
Korzystając z (jeszcze) świetnej
pogody udałem się na popołudniową wycieczkę.
Pierwszym celem były dwa
ewangelickie cmentarze w okolicy miejscowości Łukszty. Pierwszy raz byłem tam w
styczniu, ale nie sprzyjająca aura i szybko zapadający zmierzch przekonały mnie
do powrotu. Tym razem było zupełnie inaczej i wracanie było tylko z rozsądku.
Piękna pogoda nie nastrajała zbytnio do powrotu.
Pierwszy cmentarz znajduje się za
miejscowością Łukszty. Trochę miałem kłopoty z jego odnalezieniem, bo dokładniejsza
mapka została w domu, ale dzięki temu odwiedziłem urocze jeziorko nieopodal.
Sam cmentarz znajduje się tradycyjnie na zalesionym wzgórzu. Na jego terenie ścielą
się cale połacie bluszczu, które opanowały wszystko wokół wraz z nagrobkami i
pniami okolicznych drzew. Niejakim zaskoczeniem była masa niebieskich kwiatów
które przebijając się przez bluszcz utworzyły zielono-błękitny dywan. Przyznam,
ze nawet miałem opory po nim chodzić aby nie zniszczyć tak pięknego zjawiska.
"droga" z Marianki, jak wygolą do końca te krzaki będzie fajny skrót.
Zielony kobierzec na cmentarzu w Łuksztach.
Nadpalone wierzby mimo okrutnego potraktowania nabrały uroku.
Drugi cmentarz znajduje się obok
nie istniejącego już siedliska Karwity, które przypomina mocno już sfatygowany
przydrożny krzyż ustawiony tam w 1957r. Sam cmentarz znajduje się na pięknie
położonym wzgórzu, z którego można podziwiać panoramę okolicy. Jest o wiele
skromniejszy od poprzedniego za to w równym stopniu zdewastowany.
Jeden z widoków z drugiego cmentarza.
Las Sarnowski. W drodze na
Wilczęta, która miała być po głównych drogach, zrobiłem mały zwrot w leśną
dróżkę i w ten sposób znalazłem się w lesie Sarnowskim. Jest tam dużo dobrze
utrzymanych dróg, więc co chwila miałem dylemat prawo czy lewo. Szczęśliwie
wybrałem właściwie i dotarłem do drogi wyłożonej betonowymi płytami. W ten
sposób dotarłem do zakładów torfowych w miejscowości Dębień. Miałem w planach
kiedyś odwiedzić to miejsce, ale nie myślałem, że trafię tam właśnie dzisiaj.
Na samo torfowisko już nie zaglądałem, na pewno tam kiedyś zajadę.
UFOpodobna maszyna do zbierania torfu.
Kolejnym punktem, według mapy
była miejscowość Karwiny, gdzie znajduje się pozostałości po posiadłości
rodziny Dohnów. Jak większość tego typu budowli zostały niemal całkowicie zniszczone
przez „armię wyzwoleńczą”, bynajmniej nie w wyniku działań wojennych. Tu
pozostały jedynie ruiny kaplicy dworskiej i dom zarządcy.
Wewnątrz wieży, widoczne drewniane nadproża i pozostałości schodów prowadzących na szczyt.
Dalej już znaną trasą przez
Wlczęta, Sopoty, Ławki dojechałem nad jezioro Pierzchalskie, odwiedzając
położone przy drodze kurhany z epoki brązu. Na dodatek dowiedziałem się, z
tablicy edukacyjnej, że w mojej rodzimej miejscowości takowy też występuje. Nad
jeziorem krótki postój i przezbrojenie do nocnej jazdy.
Pierzchały o zmroku.
Powrót już po zmroku przez
Wierzno Wielkie i Jędrychowo. W lesie przed Brzeziną jeszcze trochę zabawy z aparatem
i do domu.
Serduszko dla Ukochanej.