Sierpień, 2018
Dystans całkowity: | 1350.00 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 69:14 |
Średnia prędkość: | 19.50 km/h |
Liczba aktywności: | 13 |
Średnio na aktywność: | 103.85 km i 5h 19m |
Więcej statystyk |
Nd 05.08 Nidzica.
-
DST
173.50km
-
Czas
09:12
-
VAVG
18.86km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
W zasadzie dopiero rano dowiaduję się jak piękne jest Jezioro Pluszne. Krystalicznie czysta woda, wokół lasy, ludzi prawie zero. Mógłbym tam siedzieć tygodniami, a tu do domu wracać trzeba.
Po drodze odwiedzam dodatkowy cel który powstał podczas nocnej jazdy. Okazało się, że nieopodal jest kościół w Orzechowie o którym tak wiele czytałem. Kościół w środku lasu, gdzie kiedyś była wieś i stały domy. Do dziś pozostała tylko leśniczówka i właśnie ten kościół. Wbrew moim wyobrażeniom jest on czynny, wyremontowany i chętnie odwiedzany przez miejscowych turystów. Akurat trafiłem na godzinę rozpoczęcia mszy.
Leśny kościół w Orzechowie.
No i w tym momencie czas zdradzić cel główny wyprawy. Jest nim południowa granica dawnej Warmii. W tym miejscu Warmia nie miała granicy geograficznej, którą można by teraz odtworzyć. No ale dla zobrazowania miejsca może być nią płynąca nieopodal Łyna.
Granica Warmii (nie) na Łynie.
Na koniec pozostało tylko przejechać Traktem Niborskim do Nidzicy, a potem przetestować przejezdność technicznej przy S7.
Poszło dość gładko pomimo wiaterku który nie umilał jazdy i dziwnych zdarzeń typu patyk wbity w sakwę czy zerwana linka przerzutki.
Dzida w sakwie i zakołkowana przerzutka.
So 04.08 Jezioro Pluszne.
-
DST
147.00km
-
Czas
08:43
-
VAVG
16.86km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kolejny wyjazd na Warmię. Miało być powoli, turystycznie ze zwiedzaniem. Było tak, że cel osiągnąłem około 22:00.
Wycieczka zaczęła się w Ełdytach Wielkich od niebieskiego szlaki który doprowadził mnie do miejscowości Klony. Po drodze kilka kapliczek w tym ta z moich najulubieńszych.
Pozostałości figurki w jednej z kapliczek.
Drogi to raczej piaszczyste polne trakty dla ciągników. Idzie dość opornie. W końcu docieram do Nowego Kawkowa, gdzie chciałem zwiedzić Muzeum Żywe i Lawendowe Wzgórze. Kończy się na odwiedzeniu kościoła który zawsze mnie interesował gdy jeździliśmy do Jonkowa. O Lawendowe Wzgórze tylko zahaczam. Kilka fotek i dalej w drogę. Nie jestem pewien czy tam wrócę.
Wnętrze kościoła w Nowym Kawkowie
Jest już po 17:00, a przede mną jeszcze szmat drogi. Lecę więc na Gietrzwałd. Tam też kilka szybkich fotek, chwila zadumy i ruszam dalej, zwłaszcza, że Renia donosi o burzy która przeszła nad Elblągiem.
Sanktuarium w Gietrzwałdzie.
Nie mija wiele czasu a już słychać grzmoty. Za chwilę dopadnie i mnie. Zdążyłem jeszcze zrobić zakupy w bardzo wesołym GieSie gdzieś po drodze, po czym posiedziałem trochę na przystanku gdzieś przed Tomaszkowem. W międzyczasie zdążyło się już solidnie ściemnić więc po odpaleniu latarek ruszyłem dalej. Po dotarciu do S51 okazało się że mam dużo szczęścia, bo właśnie w tym miejscu zaczyna się droga techniczna co oznaczało, że nie będę musiał jechać razem z samochodami, cała droga tylko dla mnie.
Sprawnie docieram nad jezioro. Szybkie rozkładanie namiotu i lulu. Deszcz tej nocy mnie oszczędził.
Pt 03.08 Bilans tygodnia.
-
DST
47.00km
-
Czas
03:07
-
VAVG
15.08km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Mało kaemów a i tak kilka z nich udało się zrobić na Mierzei.
Nowa droga na Stegnę.
Tym razem samochodowy wyjazd z rodzinką do Sztutowa i na Westerplatte.
Udało się na chwilę wyciągnąć rowerki z bagażnika.