Pt 22.09 Kruklanki dzień pierwszy.
-
DST
81.50km
-
Czas
04:48
-
VAVG
16.98km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Kruklanki - dzień pierwszy
Kultowy rajd rowerowy w Kruklankach od wielu lat był naszym
obiektem pożądania. W tym roku to się spełniło. Postanowiliśmy wziąć udział w
pełnej, trzydniowej wersji dlatego o czwartej nad ranem wyruszyliśmy w naszą
podróż. Po zakwaterowaniu w agroturystyce ruszyliśmy na spotkanie z innymi
rowerzystami.
Na starcie stawiła się liczna, ponad stuosobowa ekipa z
różnych miejsc Polski, jak również liczna reprezentacja rowerzystów z
Kaliningradu.
Renia przy GOK
Kruklanki.
Po oficjalnych zapisach i powitaniach ruszyliśmy na pierwszą
trasę rajdu.
Tu odniosę się do całości rajdu. Wszystkie trasy były bardzo
ciekawe i urozmaicone. Pogoda też dołożyła coś od siebie począwszy od lekkiego
kapuśniaczku do pięknego słońca. Nie da się oddać w krótkiej relacji wszystkich
ochów i achów. Postaram się przedstawić miejsca i sytuacje które dla mnie były
najciekawsze.
To co mamy zapewne w całych Prusach to pozostałości po
pomnikach z I wojny światowej. Ten w Pieczarkach nie wyróżnia się specjalnie
stylistyką, czy zdobieniami. Na mnie natomiast wywarło wrażenie doża ilość
polskich nazwisk na pomniku. Nieporównywalnie większa niż w moich okolicach.
Wymyśliłem nawet spiskową teorię genezy nazwy wsi Pieczarki, że mieszkało tam
tylu Polaków co pieczarek na łące.
Pieczarki – denkmal.
Po chwili docieramy na pierwszy tego dnia postój nad
Jeziorem Dargin. Jest to wielkie jezioro o powierzchni ponad 30km2 stanowiące
jeden ze zbiorników kompleksu jezior znanych pod wspólną nazwą Mamry. Robi
wrażenie!
fot.146
Jezioro Dargin.
Poza walorami wzrokowymi było też co dla smakoszy. W lasach
było mnóstwo grzybów. I bez przesady mogę napisać, ze można je było zbierać
wprost z roweru.
fot.156
Kolega grzybiarz nad
jeziorem Harsz.
W tym miejscu losy uczestników rajdu rozeszły się na różne
tory. Część wybrała podróż po twardym gruncie, dla innych organizatorzy
przygotowali dodatkową atrakcję. Dla mnie podwójną.
Pierwszą z nich był przejazd po dawnej linii kolejowej łączącej
Węgorzewo z Kruklankami. Jej historia skończyła się jak większość linii pruski
czyli zsyłka na Syberię celem budowy nowej trasy kolei transsyberyjskiej.
Wiadukt.
Największą atrakcją dzisiejszego dnia, może też całego
rajdu, była przeprawa przez rzekę Sapinę. Mosty jak to mosty, chociaż solidna
niemiecka robota, to jednak zbudowane z drewna po jakimś czasie się walą. Most
Trzeci na Sapinie jest jednym z wielu przykładów. Wracamy do średniowiecza i
przeprawiamy się w bród.
Przeprawa przez Sapinę.
Po przeprawie i kilku km po pięknych mazurskich duktach
dotarliśmy na poczęstunek do siedliska Gębałki. Ugoszczono nas zupą solianką którą
wielu wspomina do dzisiaj, nie koniecznie pozytywnie.
Powrót do bazy dość szybki, zahaczyliśmy jedynie o ciekawy
kościół we wsi Kuty, po czym smakowanie lokalnych specjałów. Były kartacze,
była też babka ziemniaczana.
Jako, że godzina jeszcze młoda była to udałem się
samodzielnie na zwiedzanie okolicy. No i nie mogło być inaczej jak tylko
zajechać do zwalonego mostu o którym już tyle czytałem wcześniej.
Piękny jest i robi wrażenie, ale to trzeba samemu zobaczyć.
Dawna linia kolejowa.
Prosto na Giżycko, w lewo na Olecko.
Pozostałości mostu w
Kruklankach.
Kontynuując temat kolejowy udałem się śladem torowiska w
kierunku Węgorzewa i niespodziewanie natknąłem się na teren dworca i budynki
stacyjne. Jeszcze to wszystko stoi chociaż myślę, że dni już są policzone. Jak
jest ktoś chętny do ratowania to budynek dworca jest na sprzedaż.
Budynek dworca w
Kruklankach.
Ostatnim rowerowym epizodem dzisiejszego dnia był wieczorny
wyjazd do jednego z miejsc związanym z mazurskimi legendami. Wyjazd tylko dla
chętnych, a tych chętnych okazało się być bardzo wielu.
„Kokosze i pałac” w Żywkach.
Po mile spędzonym dniu w siodełku przyszedł też czas na inne
rozrywki, ale o tym już innym razem…