Morsy z plusem.
-
DST
111.00km
-
Czas
10:30
-
VAVG
10.57km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Tak jak zwykle lekko spóźniony dogoniłem ekipę w Marzęcinie.
Zdecydowanie pomógł w tym Mikołaj, zwycięzca Harpagana którego mogłem w końcu
osobiście poznać. Potem wspólna jazda do Stegny i spotkanie z zaprzyjaźnionymi rowerzystami
ze Tczewa.
Nie obyło się też bez „ugnia i kiełby”
Po rozstaniu z ekipą ruszyłem w kierunku Jantara, a że
pogoda była przednia to najpierw leśnymi duktami potem po zmrożonej plaży
(piękna sprawa) dotarłem do ujścia Wisły.
Ostatecznie zabrakło dnia aby zobaczyć jedno z ostatnich
miejsc zmagań Wehrmachtu.
Więcej do poczytania tutaj:
http://suchacz.eu/articles.php?article_id=26
Powrót też udany, bo chociaż lekka mgiełka i przeciwny
wiaterek trochę utrudniały jazdę, to jednak nic nie marzło i jazda po asfalcie
była w miarę bezpieczna.
Morsowanie.
Mors nie zrzeszony, czyli Mariusz vel sierra w orzeźwiającej kąpieli.
Ekipa ze Tczewa. Twardy gość z lewej z lewej do ekipy nie należy chociaż właśnie ze Tczewem nadjechał wyruszywszy ciemną nocą z Eg. Szacunek!
Kiełbasiany popasik.
Dróżka przy plaży.
Ujście Wisły z nowym nadbrzeżem.