pawlik prowadzi tutaj blog rowerowy

Wpisy archiwalne w miesiącu

Wrzesień, 2018

Dystans całkowity:1611.00 km (w terenie 0.00 km; 0.00%)
Czas w ruchu:85:23
Średnia prędkość:18.87 km/h
Liczba aktywności:13
Średnio na aktywność:123.92 km i 6h 34m
Więcej statystyk

Pt 07.09 Bilans tygodnia.

  • DST 61.00km
  • Czas 03:20
  • VAVG 18.30km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 7 września 2018 | dodano: 09.09.2018



Nd 02.09 Liźnięcie Kaszub.

  • DST 181.50km
  • Czas 09:41
  • VAVG 18.74km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 2 września 2018 | dodano: 08.09.2018













Poprzedniego dnia i dzisiaj troszkę też podziwiałem Kaszuby to jeszcze pozostaje wiele, aby po części, poznać tę krainę. Szkoda, że dojazd mam tak fatalny.
Dzisiaj zaliczyłem tylko Kaszebe Stegna, ciekawy szlak rowerowy prowadzący z Stężyca do Szymbarku. Poległem na jednym z podjazdów.Za to wtoczyłem się pod wieżę na Wieżycy i jestem z tego dumny. Widok z wieży taki sobie, za to fajnie się kołysała na wietrze.
Reszta to przejazd do i z, chociaż nie obyło się bez irytujących jak i sympatycznych momentów.
Wbrew pozorom bardzo sympatyczny był przejazd krajową DK20.Pomimo braku pasa awaryjnego wśród kierowców pełna kultura, zwłaszcza jeden pan który podczas wyprzedzania wyskoczył na przeciwległy pas aby nie było za blisko. No i najlepsza Pani która widząc sakwiarza otwiera boczną szybę i pokazuje znak wiktorii.
Po raz drugi szukałem dogodnej trasy z Przywidza do Tczewa i po raz drugi nie znalazłem.


Stężyca, kościół poewangelicki.


Grzybów w zasadzie brak, ale jeden się trafił.


Czynna droga żelazna do Kościerzyny.


Widok z Wieżycy.



So 01.09 Nieczynna linia Opalenie-Szlachta d2.

  • DST 109.00km
  • Czas 07:32
  • VAVG 14.47km/h
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 1 września 2018 | dodano: 06.09.2018












Noc spędzam w urokliwym miejscu nad Wdą, co mogłem stwierdzić dopiero rano bo noc była dość ciemna. Czasem tylko jakiś zwierz chlupał się to bliżej to dalej od mojego obozowiska.
Po śniadaniu i pakowaniu jadę go zobaczyć już w dziennym świetle. Jest piękny, majestatyczny, zupełnie inny niż się spodziewałem. Most nad Wdą, bo o nim mowa, jest betonowy i bardzo solidny. Spodziewałem się typowej ażurowej konstrukcji opartej na przęsłach a tu taka miła niespodzianka. Mogę spokojnie tym mostem przechodzić.

Biwak nad Wdą.

Piękny widok na most.

... i z mostu.

km 104


Po spędzeniu dłuższej chwili na moście ruszam dalej tym razem torowiskiem. Niestety panowie likwidujący tory bardzo skrupulatnie usunęli też warstwę tłucznia pozostawiając tylko luźny piach. Rower obciążony sakwami dość szybko się zakopuje i trzeba go prowadzić. Trochę środkiem, trochę bokiem jakoś brnę do przodu. Dalej lasem i leśnymi drogami docieram do stacji Ocypel. Stacja pięknie zadbana, podobno mieszka na nie jej były zawiadowca. Ciekawostką są stojące nadal przy stacji wagony wakacyjne. Ciekawe czy ktoś jeszcze z nich korzysta.

Stacja Ocypel

Jeden z wagonów wakacyjnych. Ciekawe czy ktoś jeszcze w nich pomieszkuje?


Z Ocypla próbuję dalej pojechać torowiskiem, ale po chwili odpuszczam, nie da się po tym piachu. Zamiast tego jadę jak najbliżej dawnych torów co przez lekkie pobłądzenie średnio się na początku udaje. Późnej jednak znajduję leśny dukt biegnący cały czas wzdłuż linii. Po drodze zauważam kilka wiaduktów w tym jeden w wersji mini w sam raz dla furmanki z koniem.

Jezioro Święte, nieumyślne ale sympatyczne zboczenie z trasy.

Wiadukt dla krasnali.

Przed samą Osieczną znowu wskakuję na torowisko dzięki czemu mam okazję zobaczyć kolejny wiadukt oraz most nad rzeką Prusiną . Budynek dworca w Osiecznej też niczego sobie. Torowisko choć bardzo dziurawe, sprawia wrażenie, że ma twardsze podłoże. Nie ma na razie żadnej drogi obok więc nie mając wyjścia jadę po nim dalej.Po drodze spoglądam na kolejne wiadukty i w ten sposób docieram do kresu podróży. Będąc już blisko słyszę gwizd szynobusu . Okazuje się że dojechałem do połączenia mojej linii z linią z Laskowic. A tak chciałem spotkać szynobus na trasie do Czerska no i od razu się udało.
W Szlachcie oglądam nieczynna rozdzielnię wybudowaną z kadyńskiej cegły, budynek dworca i całą infrastrukturę wokół. Czas kończyć Borowiacko-kolejową przygodę i ruszać na Kaszuby.
Pierwszym przystankiem na Kaszubach jest Kalwaria Wielewska. Jak zwykle jest już dość późno, więc z konieczności zaliczam tylko kilka stacji drogi krzyżowej po czym ruszam dalej. Zdecydowanie pośpiech nie sprzyja odwiedzinom tego typu miejsc, gdzie wypadałoby się skupić i pozwolić na odrobinę zadumy.

Kalwaria Wielewska.

Wiele, które leży nad jeziorem ma bardzo ładnie zagospodarowana linię brzegową. Aż żal, że tak mało ludzi z tego korzysta. Na marginesie wspomnę, że przez trzy dni spotkałem tylko trzy osoby z sakwami. Były to trzy starsze panie z Niemiec. Poza tym wszystkie drogi od leśnych duktów po krajówki były moje.
Z Wiela chciałem jechać szlakiem bliżej jeziora ale z podanych wyżej względów wybrałem asfalt. Trasa mimo tego dość ciekawa, prowadząca wzdłuż Wdy i jeziora Wdzydze, blisko ośrodków które jeszcze tętniły życiem.
Przed Olpuchem robię leśny skrót na Gołuń i za chwilę jestem we Wdzydzach. Szukam jakiejś Biedronki, a znajduje tylko dwa lokalne sklepy czynne do 20:00, zresztą po raz ostatni w tym roku bo to już koniec sezonu. Zajeżdżam na pole namiotowe, nabite jak plaża w Łebie w szczycie sezonu i kieruję się na wieżę widokowa.
Uwaga na marginesie nr 2. Nie lubię słowa wszyscy, bo zapewne kilka osób bym obraził, więc prawie wszyscy w tym miejscu byli pod mniejszym lub większym wpływem alko. Dziwnie się przebywa wśród takich ludzi, chociaż atmosfera była lekka, wakacyjna.
Na wieżę trafiam akurat w najlepszym momencie, tuż przed zachodem słońca. Podziwiam widoki, robię kilka fotek. Szkoda, że nie mogę poczekać na zachód,ale mam z panią ze sklepu ustalone max 5 min. Spóźnienia, dłużej czekać nie będzie. Lecę robić wieczorne zakupy.

Wieczorny
widok (z)
Wdzydzkiej
wierzy.


Wąglikowice, kościół nocą.

Na nocleg wybieram las w okolicy Juszek. Naładowany jednak pięknymi widokami jeżdżę sobie jeszcze po lesie świadomie „gubiąc” drogę, potem jeszcze kawałek w stronę Kościerzyny. Składam życzenia parze młodej w Grzybowskim Młynie, po czym wracam do lasu na nocleg.
Cała fotorelacja (trzy dni) poniżej:
FOTORELACJA