Nd 15.07 Pierzchały z GR STOP.
-
DST
173.50km
-
Czas
08:33
-
VAVG
20.29km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Udało się ładnie wstać i dojechać na zbiórkę dawno nie widzianej grupy. Co prawda zamiast kanapek w sakwie wylądował paprykarz i mielonka, ale tak było szybciej. Na starcie wyjątkowo dużo ludzi jak na ten kierunek, a i jazda była szybka i sprawna. Co prawda grupa w końcowej fazie podzieliła się na dwie części - tych co czytali treść wycieczki i tych co oglądali mapę. Ostatecznie więc podzielona ekipa wylądowała w dwóch różnych miejscach. Ja miałem to szczęście, że byłem blisko kierowniczki i trafiłem właściwie. Dodatkowo pobyt nad jeziorem Pierzchalskim został okraszony opowieściami Sławka i Krzysia o maratonie Wisła1200.
Gdy padło hasło do odjazdu, niejako po angielsku, odłączyłem się od ekipy i trochę bez planu ruszyłem w swoją stronę. Najpierw Płoskinia, gdzie skierowałem się na Giedyle i Długobór. Po dotarciu do Pakoszy postanowiłem, że wrócę do domu GV trzymając się w 100% szlaku. Lekko nie było, bo pokusy zjechania na asfalt, czy choćby skrócenia trasy nachodziły mnie co chwila, ale się udało.
Oczywiście ten, jak każdy dzień na rowerze, wspaniały!
Zbiórka, no a Sławek słusznie w centrum wydarzeń.
Tu mieszka koń, bardzo smutny koń.
Braniewo, nowy most nad Pasłęką.
Typowy obraz GV. Jazda po wale z widokiem na rzekę, obok droga z płyt, a kawałek dalej równy asfalt do Nowej Pasłęki. każdemu według potrzeb.
Zalew Wiślany przy ujściu Pasłęki.