Pn 25.06 GV d17 Powrót do domu.
-
DST
102.00km
-
Czas
04:54
-
VAVG
20.82km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Nie spodziewałem się już deszczu, a trafiłem na najdłuższą ulewę podczas całego wyjazdu. Jak zaczęło w nocy lać to rano wcale nie zamierzało przestać. Postanowiłem przeczekać, ale jak namiot zaczął przeciekać to trzeba było zacząć się zwijać. Oczywiście cały przemokłem, a namiot trzeba było suszyć jeszcze kilka dni. Dobrze, że to ostatni dzień.
W okolicy Boreczna deszcz się uspokoił i prawie suchy wróciłem do domu.
Wodny namiot.
Podsumowanie:
Przejechane 2.437km co daje średnią 146km/dzień. Większość przejechana przy ładnej pogodzie i sprzyjającym wietrze. Nie dopadły mnie żadne awarie, bóle czy kryzysy. Do ostatniego dnia jazda była radością. Nie do końca fajne było obcowanie z różnymi robalami. Zostałem 3.868 razy ukąszony przez komary, usunąłem 6 kleszczy, któregoś wieczoru dopadły mnie meszki, a muchy końskie robiły sobie ze mną regularne wyścigi. Finansowo z planowanych 50,- na dobę udało się zejść do 40,- czyli taki wyjazd nie wychodzi zbyt drogo. Dla porównania gdybym to chciał objechać samochodem to za samo paliwo musiałbym dać prawie jeszcze raz tyle!
Co do samego Green Velo. Miało być trochę narzekania, ale ostatnie trzy dni zmieniły zdanie, bo pojawiło się porównanie. Szlak miejscami nie zachwyca jakością nawierzchni (piachy, luźne szutry, tarka) zwłaszcza przy ciężkim rowerze utrudniają jazdę. Z uporem maniaka projektanci starali się oddzielić ruch rowerowy od samochodowego. Czasem jest to wręcz komiczne gdy ja grzebię się w piachu a parę metrów obok mam pustą drogę z gładkim asfaltem. Boczne asfaltowe ścieżki są zrobione tak, że mają dużo większe przewyższenia od biegnące obok drogi, albo gdy rozpędzony dojeżdżam do wzniesienia każą mi przejechać na drugą stronę. Myślę, że najmarniej pod tym względem wychodzi warmińsko-mazurskie, dalej już jest trochę lepiej. Starałem się trzymać wyznaczonego szlaku i udało się to w 95%. Myślę jednak (i tu jest duży plus dla GV) że nie trzeba go pokonywać ściśle według znaków. Jak się potraktuje to jako propozycję przejechania trasy już jest dużo lepiej. Gdy piachy się znudzą zawsze można wyskoczyć na asfalt, podjechać do miasteczka obok, coś zwiedzić, potem wrócić na szlak lub jechać równolegle. I to mi się bardzo spodobało, GV daje urozmaicenie przez co jazda nie nuży.
Ostatnie trzy dni to jazda tylko asfaltem z samochodami. Niby szybciej i sprawniej się przemieszczać, ale za to nuda straszna. Zaczynam podziwiać szosowców za ich cierpliwość do asfaltu. Trzy dni można tak pojechać, ale jak miałbym tak robić całe siedemnaście to przypuszczam, że radości by nie było.