Nd 02.04 Kilka dni spóźnienia.
-
DST
205.00km
-
Czas
10:14
-
VAVG
20.03km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Planem na dzisiejszy wyjazd było
odwiedzenie skansenu maszyn rolniczych w Łajsach.
Byłem w pobliżu trzy tygodnie temu,
ale nie udało mi się go odwiedzić. Po uzupełnieniu wiedzy tym razem trafiłem
bez trudu. Dodatkowo miałem szczęście trafić na gospodarza obiektu. Jak zwykle
w takich przypadkach prowadzi go zapalony pasjonat kolekcjonujący wszystkie
starocia od sąsiadów i to co wynajdzie w ziemi. Ponadto zajmuje się rzeźbą, a
kapliczki przed skansenem to jego dzieło.
Skansen
w Łajsach.
Fragment
kolekcji.
Po spędzeniu miłych chwil w
skansenie (w towarzystwie pasjonata, starszego pana) korzystając z wczesnej
pory postanowiłem kontynuować podróż po Green Velo, chociaż nie koniecznie po
szlaku.
Odwiedziłem więc dawno nie widzianą
stację w Sągnitach i próbowałem bezskutecznie przebić się po dawnej linii w
kierunku Górowa Iławieckiego. Tym razem zaufałem mapie, gdzie ten odcinek był
oznaczony jako droga, hmm odpowiednia chyba tylko dla dzików.
Z wędrówki po polach wybawił mnie
dopiero „kolejowy” odcinek GV, który bez problemu doprowadził mnie do Górowa.
Jazda była szybka i bardzo sympatyczna, jedynie efekt psuły wszechobecne
zielone barierki. Na co to i po co to komu? Jaki jest cel ich ustawiania nie
wiem do dzisiaj.
Stacja
Sągnity
barierkowo
Jak już byłem na miejscu to nie
miałem innego wyjścia jak kontynuować jazdę po szlaku kolejowym zwłaszcza, że
czytałem wiadomości o jego planowanej rozbiórce.
Niestety okazało się, że jest już za
późno i szyny oraz podkłady zostały już usunięte.
To był ostatni odcinek na linii
224, gdzie leżały jeszcze szyny. Rozbiórka rozpoczęta w 1945 właśnie została
zakończona.
Podróż po rozebranym szlaku wcale
nie była łatwa. Możliwa jedynie dlatego, ze trochę tłuczeń utwardził się przez
ciężki sprzęt, ale i tak prędkość dochodziła w porywach do 8 km/h.
Tu
jeszcze jechało się pięknie.
Tu
trochę gorzej.
Stacja
Kanie Iławieckie.
Linia została zdemontowana rzekomo
pod przyszłą trasę rowerową. Byłaby to świetna alternatywa do obecnego przebiegu
GV. Czas pokaże czy nie chodziło tylko o pozyskanie złomu.
Po dotarciu do ostatniej stacji w
Nerwikach, mocno już po czasie, szybki zwrot do Janikowa i później naprzeciw nadciągającej
burzy do Ornety.
Pierwsze krople spadły chwilę przed
tym jak przypiąłem rower pod biedronkową wiatą, czyli zdążyłem idealnie. Deszcz
popadał krótko, choć intensywnie, a miałem czas na zakupy, przebieranie i
szamkę.
Po deszczu na sucho i spokojnie
wróciłem do domku.
Reszta fotek tu:
TU FOTKI