Pn 27.02 Dogonić króliczka.
-
DST
113.00km
-
Czas
04:45
-
VAVG
23.79km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Za karę za dwuniedzielny opierdol postanowiłem coś pokręcić
na koniec miesiąca.
Miały być Młynary ca. 50km, ale jak się dowiedziałem, że
Mariusz coś organizuje w podobnym kierunku to trzeba było jechać. Mały problem
stanowiła przeprowadzka dzieciaków, ale obrobiliśmy się szybko i tylko lekko
spóźniony ruszyłem w trasę.
Nie miałem większych nadziei na dojście ekipy, ale przy
Wipaszu zobaczyłem przed sobą kilka migających światełek. No, ale czy da się
ich dogonić? Za Pasłękiem już wiedziałem, że nie. Światełka pojawiały się coraz
dalej za kolejnymi górkami, aż w końcu uciekły na dobre.
Nic to i tak nie miałem być na części kulinarnej. Spokojnie,
acz konsekwentnie jechałem na Małdyty. Po drodze pogoniłem trochę zajączka, a
chwilę potem sam bym załapał zajączka (czyli gleba) przez głupie manewry z chusteczką
w ręku.
A skoro już odpuściłem kulinaria, to dopadło mnie pragnienie
aby pojechać do jednej z moich najulubieńszych miejscowości, czyli do Liksajn. Dzisiaj
w wersji oszczędnej bo chodziło tylko o stukniecie tablicy z nazwą.
Chwila wytchnienia na przystanku, z uzupełnienie kalorii i
już, tym razem z wiatrem w kierunku Małdyt. Trochę mi tu jednak ponad plan zeszło,
dojazd-postój-powrót, i już nie liczyłem na spotkanie. No i tu oszukało mnie
endomondo. Po ostatnich aktualizacjach w temacie zapisywania tras działa dobrze,
ale jeśli chodzi o aktualną pozycje znajomych to tragedia, której kiedyś nie
było.
Skuszony informacją, że odjechali na Sambród z przewagą 2
km, postanowiłem pojechać na skróty i wyjechać im naprzeciw. Tia, jak byłem w
Sambrodzie to ekipa była już w Pasłęku, tak przynajmniej wyszło za siódmym
kliknięciem.
Na marginesie, za Marzewem w kierunku Sambrodu jest jakaś
taka syfiasta droga, że myślałem, iż zabłądziłem. Na szczęście tylko krótki
odcinek, ale dosłownie kolejna księżycowa.
Powrót miodzie, bajeczka. Rower sam jechał no to jak na mnie
wyszła rewelacyjna średnia.
Chociaż do spotkania
nie doszło serdeczne dzięki wszystkim za motywację!
komentarze
Na fb nie wchodziłem, bo pewnie bym się do Ciebie odezwał.
Na zbiórce czekaliśmy chwilę na Kasię, a jak dotarła, to Sławek postanowił trochę rozruszać towarzystwo. W Krośnie połączyliśmy siły z Tomkiem i znowu u Sławka obudziły się jakieś uśpione moce i pod lekki zefirek pocisnął aż do Małdyt (czasem mu trochę pomagałem, podkręcając średnią). Po doładowaniu kalorii (pizza 50 centymetrów w "Starym Kinie") Władek uznał by dla śladu na Endo trochę zmienić trasę. No i powrót, to bajka... wiaterek w plecy i z górki... jeszcze odprowadziliśmy Tomka i bezpiecznie documowaliśmy do portu.
Fakt, Endo ma swoje ograniczenia i ciężko ustalić faktyczną lokalizację, ale gdybyś przedzwonił (do mnie, Sławka, Władka, Kasi lub Tomka), to pewnie byśmy Ciebie przechwycili. Szkoda.