Nd. 25.09 20.000km do Liksajn
-
DST
132.00km
-
Czas
06:35
-
VAVG
20.05km/h
-
Aktywność Jazda na rowerze
Wyjazd do Liksajn połączony z małym, prywatnym rowerowym
świętem.
Pierwszy postój tradycyjnie w Lipcu przy starym cmentarzu.
Bardzo ciepło było i słonecznie aż chciało się zostać dłużej poopalać co nieco.
Ruszam dalej na krótką przejażdżkę starym torowiskiem linii
Malbork-Myślice.
Dewastacja szlaku trwa w najlepsze. Sądząc po śladach minęło
kilka godzin po wybraniu przez miejscowych znacznej warstwy podsypki. No i
kolejna dziura na trasie gotowa. Dalej nie lepiej, zarośla i błoto uniemożliwiały
jazdę.
Za to przyroda okazała się nad wyraz szczodra i łaskawa. W
powietrzu czuć już jesień, pomimo pięknej pogody, a na drzewach i krzewach
widać już pierwsze jej oznaki. Można podziwiać dojrzałe grona tarniny koralowe
bańki dzikiej róży, czy piękne różowe owoce trzmieliny pospolitej.
Żeby nie było tak różowo to barszcz Sosnowskiego też
dorodnie sobie rośnie w okolicy.
chemtrails
Bez ociągania ruszam dalej. W Przezmarku odkrywam nowe
rondo, a miejsce bruku zajął teraz gładziutki asfalcie ciągnący się do granicy
województwa.
Po drodze jeszcze sesja zdjęciowa uroczych wzgórz przed Jaśkowem,
które wyglądają pięknie o każdej porze roku i trochę okrężna drogą z uwagi na
zaorane pole ruszam do Liksajn.
Akurat przed tablicą miejscowości mojemu focusikowi stuknęło
20.000km na liczniku.
To teraz jedziemy to opić małym bezalkoholowym do zaprzyjaźnionego
baru.
Trafił się kompan do imprezowania.
Czas powrotu. Po drodze rzucam jeszcze okiem obiektywu na
zachód słońca nad Rudą Wodą, Ględy gdzie stary dom dostaje nowe życie i mgły
nad Wilamowem.
W czasie sesji pod nogami zaczyna się kręcić coś rudego. Oj
coś te koty ostatnio mnie za bardzo lubią.
Wracam prawie prostą drogą do domu. Część żółtym szlakiem,
część starą siódemką.
Po drodze mijam
pociąg wyłaniający się z mgły.